Cover photo

Pan Robinson

Popatrzę na nich a potem znowu wymyślę co dalej. Lepsze to niż Ibisz w telewizji. Nie ważne jak młody. Zawsze w końcu przychodzi do mnie idealne rozwiązanie. Jestem dumny z miejsca w którym się obecnie znajduję dlatego nadal postanawiam ufać intuicji i iść za jej głosem. Przecież kiedy tak leżę i się w nich wpatruje wiem, że mógłbym robić coś zupełnie pożyteczniejszego społecznie, a może nawet, co do mnie byłoby już zupełnie nie podobne odkąd odkryłem swoją Drogę — robiłbym coś legalnego. Czy aby na pewno? Nie będę teraz wartościował jednego Jihadu ponad drugi. Kolejny łyczek ulubionego napoju. Kolejny dzień bacznych obserwacji zanim przejdę do powtarzania badań. Fizycznie byłem na wyczerpaniu. Na wyczerpaniu tak jak moje zapasy. Gdybyście wiedzieli ile macie farta mogąc zawsze wyskoczyć do Żabki po Wasz ulubiony napój. Nie bierz mnie teraz za ekscentryka czy wykwintnego znawcę trunków. Wiesz, ze brzydzę się alkoholem. Spłyca zmysły. Robi z człowieka marne zgnite truchło i to jeszcze za życia. Ni tego żałować ni coś z tym zrobić. Więc gdy tak teraz tak tu leżę, dość wygodnie, i na nich patrzę, na ich tanie jedzenie z Auchana odgrzewane w mikrofalówce ciesze się, że po szóstym turyście z tą samą uwagą zdecydowałem się ją tam zamontować. Cóż te krasnale umysłowe wyczyniały w niemożności podgrzania zupki pho z proszku w piekarniku. Lamentów nie było końca. Jestem bardzo wrażliwy i z chęcią spełniam marzenia innych, nawet jeśli oni takich nie mają lub nie wiedzą o swoich prawdziwych które znam Ja. Tak więc powietrzni-lokatorzy otrzymali swoją mikrofalówkę, a ja bardziej spektakularne pokazy głupoty gdy pewnego razu Chinka czy inna skośnooka próbowała w mikrofalówce wysuszyć ubrania. Okazało się, że w kieszeni spodni miała iWatch’a. Nie próbujcie tego w domu. Niczego co opiszę w tej książce nie próbujcie w domu. Wydarzenia, osoby, skutki oraz przyczyny w tej książce nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i powinny być traktowane jako to czym są — fikcją. Siedząc teraz i gapiąc się przez to małe okno w ich sypialni to okno o którym najpewniej nie mają pojęcia musiałem wyglądać dość kuriozalnie. Położony na brzuchu blisko ziemi na zbitych europaletach w pozycji zbieracza ogórków z jadącego kombajnu. Leżałem z głową blisko okna. Okna tak widocznego a tak ukrytego. Bo któż normalny rozumiałby, że ten klosz oświetleniowy, nad nim, na suficie w apartamencie airbnb który właśnie wynajmuje to tak na prawdę okno do pokoju powyżej oświetlone lampkami LED w taki sposób, że dając światło uniemożliwiają, w połączeniu w odpowiednim szkłem, zobaczenie przytkniętej do powierzchni, bacznie obserwującej twarzy. Któż normalny podejrzewałby — że mieszkaniec apartamentu powyżej specjalnie kupił i samodzielnie wyremontował w ciszy mieszkanie pod swoim własnym, rodzinnym, trzymanym od pokoleń mieszkaniem z komunistycznego przydziału na Warszawskiej Pradze — a teraz wynajmuje je na globalnym portalu mając dzięki temu dostęp do każdej wspaniałej kultury. Warszawa i jej różnorodność kulturowa to tylko jedna z rzeczy za jakie kocham miasto. Inne to hałas i bród. To wszystko tu jest takie niewymagające, Waszawskie. Któż pomyślałby, że ktoś prowadzi airbnb tylko dla takiego okienka. Pijąc mój napój przypominałem sobie ten dzień kiedy świeżo po powrocie z pracy uciąłem sobie drzemkę podczas której zobaczyłem siebie, w swoim mieszkaniu w pozycji dokładniej tej w której znajdowałem się teraz. Déjà vu. Tyle że to był sen, a teraz jestem w tej zupełnie nie zawoalowanej rzeczywistości o zapachu ohydnych vapenów należących do młodych osobników odwiedzających moje mieszkanie na wynajem w tym momencie. ‘Jak można iść spać o 23 i to jeszcze bez kolacji’ pomyślałem do siebie kiedy zobaczyłem dwie osoby wślizgujące się powoli do łóżka pode mną. Nie bałem się, że zgaszą światło to oczywiste, że mam lornetkę z noktowizorem ale, że mało się już będzie działo. Jeśli chodzi o system nocny to też nigdy nie byłem nocnym markiem. By zwiększyć efektywność obserwacji zdecydowałem się nagrywać co robią w nocy ludzie pode mną a tylko gdy czujnik wykaże ruch w postaci zejścia z łóżka kamera włącza automatycznie 15 min nagrania. Dni nie nagrywam z szacunku dla Białego Dnia. To od niego otrzymujemy składniki do fotosyntezy oraz przyjemne ciepło. Nigdy nie sprzeciwiaj się woli ani rozpędzonym okolicznościom Białego Dnia. On razem z Codziennością i Chlebem Naszym Powszednim otaczają ojcowską opieką wszystko co istnieje. Tak to zobaczyłem. Znacie te gry gdzie dzieci łączą kolejne ponumerowane kropki by wyszedł obrazek? Byłem w tym dobry. Nadal jestem. To taka moja super moc trenowana od dni dziecięcych. To pewnie dzięki niej moja intuicja wybrała mnie na idealnego kandydata który zrealizuje pieczołowicie powiężone mu zadania. Bądź co bądź dość śmiałe zadania jak na nauczyciela informatyki w podstawówce którym jestem, z wieloma sukcesami, i z powołania, od 3 lat.

Pukanie do drzwi. Chciałbym powiedzieć, że nikogo się nie spodziewam ale to przecież nie prawda więc tylko dogaszam napoczętego papierosa i zaczynam podnosić się z mojej pozycji. Pukanie zwiększa swoją intensywność i to nie za sprawą mojego zbliżania się do nich. Jak debil sprawdzam czy za plecami mam swój świeżo wyczyszczony PM-84, bardzo poręczny. Jak debil bo czuje go od momentu podniesienia się z łóżka rano, gdyż podczas snu leżał mi na piersi tak dla odmiany. Nawet gdy tak jak ja spędza się na brzuchu, leżąc przy ziemi po 6 godzin dziennie ten karabinek jest wygodny. ‘Otwieraj kurwa!’ - słyszę ale nadal nie jestem przekonany. Choć tak dobrze znam ten głos to byłoby wprost nie prawdopodobne gdyby to faktycznie była ona. Tak ważni goście u mnie. Mam na myśli oczywiście u mnie tutaj w mieszkaniu. Bo przecież tam spotykamy się praktycznie codziennie by zdawać sobie dokładne raporty oraz wzajemnie informować o postępach w badaniach oraz jak to nazywamy pieszczotliwie ciućkowaniem co w rzeczywistości jest zbieraniem materiałów do badań z miejsc najbardziej trudno dostępnych i wyjątkowych jak żaluzje czy kratki wentylacyjne. Są fani ciućkowania. Ja do nich nie należę. Tak na prawdę całe swoje życie jednocześnie nie przynależałem i brzydziłem się identyfikacją.

Z przedniej kieszeni spodni wyciągam cynamonową gumę do żucia i pośpiesznie zapakowałem sobie 4 sztuki do ust. Ogień na ich opakowaniu to przesada. Duże kłamstwo na rzeczywistości. Reklama. Nie chciałbym żeby wyczuła suchość w moich ustach. Taka informacja, w głowie tak dobrze wyszkolonej jak ona osoby przyczyniłaby się do wyciągnięcia różnych konkluzji — ‘Jego zapasy się wyczerpują’ a potem stamtąd już prosta i dość ślisko-pochyła droga do kolejnych jeszcze ciekawszych jak np. ‘Kto ostatni raportował o ubytku Roundup od Monsanto ze składzików podręcznych ulokowanych najbliżej właśnie tego mieszkania’ czy dalej ‘Liście roślin w całym ogrodzie pod jego kamienicą są żółte i niskie pomimo idealnego nasłonecznia i środka okresu wegetacyjnego w jakim się obecnie znajdujemy.’ Nie miałem ani czasu ani ochoty na te domysły. Szczególnie, że to były złe domysły. Idąc w stronę drzwi starałem się “sprzątać”. Zebrałem ze stołu karty i żetony do pokera texas holdem, w którego z ostatnimi dwoma znajomymi z kamienicy obok, grałem wczoraj po skończonych obserwacjach. Patrzyłem jak piją Perły i cieszyłem się, że cuchnęli tą swoją polską zwyczajnością której po prostu nie da się pomylić z niczym innym. Nie da się też jej zamaskować. Idąc dalej nogą podgarnąłem stertę ikon z Najświętszą Maryją ze środa przejścia pod ścianę, zaraz obok poprawiłem przekrzywione lustro w holu oraz obrazek Jedynego Kreatora by dopełnić staranności przygotowań. Prawie byłem z siebie dumny. Jedną ręką, kiedy dobiegłem do drzwi wyhamowałem opierając się o obitą sztuczną skórą powierzchnie a drugą chwyciłem stojący na szafce obok odświeżacz powietrza o zapachu Cotton Blossom firmy Rituals i popryskałem nim trochę w powietrze w stylu na vivat, oraz trochę w stronę swojego torsu. Dopadają mnie mdłości. Nie od zapachu. To na pewno z wycieńczenia i otępienia wywołanego za małą ilością wypitego ulubionego napoju. Wyglądam przez judasza i staram się uzyskać jak największą ostrość mrużąc oczy. Mam nadzieje, że się nie zarzygam. Przez ten cały czas osoba po drugiej stronie drzwi nie przestaje krzyczeć i uderzać w nie. W pewnym momencie zdaje mi się, że rozpoznaje nawet odgłosy kopania. Na klatce przed drzwiami stoi kobieta. Dobrze ubrana. Jak dyrektorka szkoły. Tylko młodsza. Stoi jest w tym wypadku dużym niedopowiedzeniem. Po drugiej stronie moich pancernych, świeżo umocnionych od mojej strony wygłuszeniem drzwi, odbywa się, jak rozumiem, załamanie psychiczne ludzkiej kobiety. Niestety choć znam ten głos i widziałem te postać już wcześniej to nigdy tu. Ta myśl nie daje mi spokoju. Dlaczego tutaj? Nigdy pod moimi drzwiami. Zastanawia mnie jak bardzo jest to możliwe, jak bardzo mogę ufać w to co widzę. Dostrzegam w kuchni resztkę napoju w szklance i postanawiam wziąć ten łyk. To liźnięcie. Wracam pod drzwi. Jak mówiłem spełniam marzenia innych nawet jeśli oni nie mogą ich sprecyzować sami. Wiem i widzę potrzebę tej istoty po drugiej stronie. Otwieram drzwi blokując je przyciskiem na elektronicznym panelu tak, że otwierają się bardzo cieżko, powoli. Są tak masywne i perfidnie skonstruowane, że jedno moje naciśnięcie przycisku a ich zatrzask rozerwie przybysza na strzępy. Jak się domyślacie nie mam zbyt wielu fanów w środowiskach Światków Jehowa. Kiedy widocznie rozemocjonowana Orina Avalyn wchodziła, a raczej wpadała do mojego mieszkania przez wolno otwierające się wrota ja po zapachu ulubionego napoju którym ewidentnie była umazana poznałem, że nawet jeśli nie jest nią to jest “swoja” i mogę, przynajmniej na te kilka minut, jej zaufać. ‘Wejdź i stań tutaj’ wskazałem narysowany w przedpokoju, solą kłodawską, okrąg. Orina szybko weszła do kręgu. ‘Wiesz, że to dość powszechna metoda i wielu z nich już wie jak przejść ten test?’. Lekko się zdenerwowałem ale moja mimika, którą trenuje codziennie, nie dała tego po sobie poznać. ‘Lewa noga do góry nad głowę’ rzuciłem z uśmiechem więziennego klawisza. W tej samej chwili lewa noga Oriny zmieniła kolor na turkusowy oraz fakturę i wyraźną strukturę molekularną na bardziej przypominającą rozgrzane, wydmuchiwane szkło niż ludzki organ. Kikut, gdyż nie przypominało to już ludzkiej nogi, wędrował teraz niczym wąż na usługach fletu swojego zaklinacza. Tyle, że ja nie słyszałem żadnej muzyki. Widocznie nie jestem aż tak biegły w tych tematach. Mój gość, w tym momencie swojego pokazu już wyraźnie rozbawiony, wbijał we mnie swój świrujący wzrok. W tym spojrzeniu widać było to małe jezioro łez wylane na mojej klatce schodowej. ‘Wszystko będzie dobrze’ powiedziałem chcąc w ten sposób dodać trochę otuchy znając przebieg kulminacyjny tego procesu ze szkoleń w siedzibie. Przypominający turkusowego, szklanego węgorza obiekt wzbił się w końcu ponad głowę Oriny po czym poleciał wyżej, zawrócił oplatając jej szyję jak szal. Widziałem jak delikatnie to robi i z jaką precyzją. Widziałem też jak taki pokaz kończy się toczącą po podłodze głową performera. Cały czas wpatrzona we mnie Orina zaczęła zwijać swoją kończynę w drugą stronę, tymi samymi ścieżkami ruchu, aż w końcu opuściła ją zupełnie na ziemię. Gdy to się stało szklany wąż zaczął wracać do swojej normalnej, ludzkiej, postaci. ‘Czy mogę teraz wejść dalej?’. Zapraszającym gestem wskazałem dalszą część mieszkania. Poszła przodem w stronę palącego się światła w głębi. Szedłem tuż za nią. Może za blisko ale ten zapach który miała na sobie zaczynał mnie niepokoić. Może to ja będę tym który wyciągnie konkluzje. Połączy kropki szybciej.